Pierwsza, dziewczyna w której  Waldek się  zakochał,  była córką
policjanta. Miała na imię  Ania i  podobała  sie  wielu  chłopakom
w  szkole.  waldek  chodził  wtedy  do szóstej  klasy  szkoły podstawowej.
Razem  z  kolegą  wpadli  na  pomysł,  jak przełamać  pierwsze lody.
Postanowili....przeciągnąć  ową  Anię  za  nogi  przez  cały  szkolny korytarz..... :-] !!!

WALDEK  GOSZCZ:-
"Na zawody i obozy sportowe zjeżdżało się mnóstwo pieknych  i  wysportowanych  dziewczyn.  Tylko  ślepy  nie  zwracał  by na  nie  uwagi. Ja  jednak  miałem  pecha.  Spodobała  mi  się bowiem  pewna  Agnieszka,  która  jak  się  póżniej  okazało  miała  chłopaka. Nie  wiedziałem  o  tym  i  wypatrywałem  za  nia  oczy  przez  długi  czas.
Spotykaliśmy się na  zawodach  i  biegach  na  orientację  : biegało  się  po
lasach  z  mapą , w  trudnym  terenie  i  szukało  odpowiednich  punktów.
Trzeba  było  niezle  pogłówkować ,  żeby  nie narobić  dodatkowych  kilometrów i  mądrze  zaplanować  trasę.W  moim  przypadku  było  to  awykonalne,  bo  myślałem  tylko  o  tym,  jak  spotkać  się  z Agnieszką,
wziąć  ją  za  rękę,  porozmawiać. Nie mogłem  spać,  jeść, bolał mnie
żołądek. Nic dziwnego , że  w zawodach  zająłem  dopiero ósme miejsce.
Wreszcie plącząc  i gubiąc się  w słowach, odważyłem  się  wyznać,  że
jest  miłością mojego  życia.                                                                                                
I  wtedy  dowiedziałem  się , że nie  jest  wolna....
Na  kolejnym  obozie, niedaleko  Zielonej Góry  spotkałem  Beatę. Była  starsza  ode  mnie  i  na  pewno  dojrzalsza  i.....nauczyła  mnie  sztuki  całowania. To  było wielkie  przeżycie. Pamiętam, że  opowiadałem o tym kumplom i  nikt,  dosłownie nikt,  nie  chciał  mi  uwierzyć. Dopiero  kiedy  godzinami  wystawałem  pod domem  Beaty,  uwierzyli , że  rzeczywiście
coś  między  nami  było."
Waldek  chodził  do typowo  męskiej  szkoły, trenował  lekkoatletykę.
Często jeżdził na  zawody i  obozy  sportowe. tak wspominał swoje pierwsze młodzieńcze  zauroczenia:

"Pewnie każdego dnia !  Przecież mogę wyjść z domu i wpaść pod samochód.. Ale nie myślę   o tym, tylko prę do przodu. Większość ludzi tak robi !!!"
"Dziewczyny  rozpuściły mnie, kilka  lat  póżniej. Na  studniówkę  dostałem
sporo  zaproszeń. To  pewnie dlatego,  że  nikomu  nie  umiałem  odmówić
i  ze  wszystkimi  chciałem  potańczyć. Wtedy  też  na osiemnastych urodzinach,  spotkałem  niezwykłą  dziewczynę. Nie kochałem  jej, jednak  to  dzieki niej  poznałem  smak  seksu.  Potem  miałem  okropne  wyrzuty  sumienia. Uważałem , że   powinienem  to  zrobić  z miłości.
Od   dzieciństwa  uwielbiałem   sport,  więc postanowiłem  zdawać na AWF.
Uczelnię  w  Poznaniu,  wybrałem  ze  względu  na dziewczynę,  w której
wtedy  byłem  zakochany.  Magda  była modelką, i pochodziła  właśnie  z tego  miasta. Z  miłości  do niej,  byłem  w  stanie  zdać  trudne  egzaminy
i  pokonać  kilku  kandydatów  na  jedno  miejsce. Długo  się  o  nią  starałem.  Jeździłem  do  niej,  jadałem  obiady  z jej  rodziną,  spałem  w  pokoju  jej  brata. W  nią  się  tylko  wpatrywałem,  pisałem  do niej  wiersze,  tęskniłem. To  była  prawdziwa  platoniczna  miłość. Skończyła 
się,  kiedy  Magda  zostawiła  mnie  dla  jakiegoś  bogatego  biznesmena.
Wtedy  nauczyłem  się , że nie  nigdy nie należy mówić "nigdy". Życie
płata  nam  różne  psikusy  i  trzeba  być na to  przygotowanym,  a nie  zarzekać  się,  że  się  czegoś  nie  zrobi !"
Wszystkie moje  byłe dziewczyny, wspominam ciepło. Rozstawałem się  z nimi  , bez  rozdzierania  szat. Nawet  kiedy  byłem  porzucany  , cierpliwie
dochodziłem,  dlaczego tak  się  stało.  Wyjątkiem  jest  moja  była żona...
Nie  będę  o  niej  zbyt  wiele  mówić... W  skrócie , to  było  tak:
- mój przyjaciel  podrywał  dziewczynę. Nie  udało  mu  się , bo  wolała mnie.
Dawała mi  wyrazy  sympatii i  tak  zostaliśmy  ze  sobą  kilka  lat. Uciekła  dla  mnie  z  domu. Mieszkaliśmy  razem  w wynajętym  mieszkaniu z  karaluchami. Było bardzo  romantycznie,  dopóki  nie  pojawiły  się  problemy. Byliśmy  za  młodzi. Nie można  wiązać  się  na  stałe, kiedy  się  do  tego  nie dorasta. Teraz  czekam  na  miłość, a  właściwie  bardzo  chcę,  by  mnie  znalazła. Nie  boję  się  kochać  i  być  kochanym. Wiem,  że świat  bez  kobiet  by  nie  istniał. Dzięki  nim  łatwiej  i  piękniej  nam  się  żyje.

Waldek, choć  pracował w środowisku,   któremu  nie  obca  jest  obłuda,  zawiść, był  zupełnie  inny. Czerpał  z  życia pełnymi   ramionami.  Zajmował  się  tak  wieloma  sprawami-  był  modelem,   nagrał  płytę, zagrał w  serialu-  rożne rzeczy   jeszcze  planował, ale  niczego  nie  robił  z  wyrachowaniem. Nie  miał  w  sobie  nic  z  pozy! Inni  artyści  zostawiali sobie często pewien  margines  prywatności. On  nie! Był  cały  dla  ludzi!!  Był szczerze dobrym człowiekiem, a  lista  koncertów które  zagrał  za  darmo,  charytatywnie, znacznie przewyższa   tę,  na  których  zarabiał !

Nie  sposób  było Waldka nie lubić. Zjednał sobie sympatię ludzi, głównie tym, że nikogo  nie udawał- nawet  wtedy, gdy  tysiące  wielbicielek wzdychały do serialowego Adama Rozdrażewskiego.
Był po prostu sobą, chłopakiem  z  Wolborza,  który  chciał  znaleźć  jakiś  sposób na siebie, pokazać, że jest kimś więcej niż tylko chłopcem z plakatu.
Popularność nie namieszała mu w głowie!!!
Bardzo zależało mu na tym by świat stawał sie lepszy, żeby ludzie nie mieli problemów i byli szczęśliwi. Dawał cenne rady młodzieży...
Oto jedna z jego  wypowiedzi  na  temat  narkotyków!!!:
CZESC! NAZYWAM SIE WALDEK GOSZCZ I NIE WIERZE NARKOTYKOM!!!

- Są bardzo różne szkoły, ale wszystko łączy jedno- w każdej znajdzie się ktoś, kto namawia do brania narkotyków. Branie jest coraz powszechniejsze "taki styl życia, taka moda" -powiecie. Nie zgadzam się z tym!!!! To styl- nie "życia", ale ucieczki od życia.
To moda, lecz najgłupsza z możliwych! Bo często prowadząca przez pustą koszmarną egzystencję do zapomnienia i przedwczesnej śmierci. Często słyszycie, że narkotyki dzielą się na "miękkie" i " twarde". Te pierwsze ponoć są nie groźne. W moim środowisku branie jest niestety, bardzo powszechne. Alkoholizm i narkotyki złamały życie bardzo wielu znanym artystom i muzykom.
Część z nich już nie żyje! Jak wszyscy zaczynali od "miękkich". To mit że narkotyki są bezpieczne.
Pamiętacie afery z rozmaitymi kolorowymi pastylkami w rodzaju "UFO"? Często są w użyciu na dyskotekach i imprezach. Rzekomo całkowicie bezpieczne, przyprawiły o śmierć niejednego z waszych rówieśników.
Niejeden już po pierwszym "razie" wylądował w szpitalu psychiatrycznym. Narkotyki to substancje zmieniające was powoli w bezwolne i bezmyślne istoty. Lubicie swobodę, a budujecie więzienia dla własnych umysłów.
Nie wierzcie narkotykom i nie wierzcie dealerom.
Nie pozwólcie im na was zarabiać. To ludzie bez sumienia opłacani przez tych, którzy zdobywają wielką i brudną forsę, handlując waszą przyszłością i waszym życiem !!!!

BĄDŻCIE SOBĄ NIE WIERZCIE NARKOTYKOM !!!!

Waldek miał bardzo zdrowe podejście do życia, był świadom tego, że nie wszystko można przewidzieć. Kiedyś leciał do Kanady samolotem z dwoma kolegami, jako jedyny miał spisany testament, jakby wiedział, przeczuwał, że żaden dzień nie jest pewny, że w każdej chwili może się coś złego przydarzyć!!!
W jednym z wywiadów zapytany: "czy czegoś sie w życiu boi" -odpowiedział:
Niedługo później stracił życie, w sposób którego bał się najbardziej, w wypadku samochodowym...

III Mistrzostwo aktorów w pływaniu 14.04.2002
Designed by Dziloo.pl

   
Co czyta Waldek Goszcz?

Miłość i metafizyka”-wspaniała powieść o sile miłości. Napisał i zilustrował ją Lech Majewski pisarz malarz i reżyser. Bohaterowie to interesująca para: konstruktor statków kustoszka muzeum zakochana w dziełach Boscha ich miłość wybucha nagle uskrzydla. Kochają zapatrzeni i wsłuchani w siebie. Podróżują po Anglii Włoszech zatrzymują się w Wenecji. Dla nich jest to romantyczna podróż. Ale ta historia nie ma dobrego zakończenia. Przez cały czas gdzieś obok nich jest śmierć. Kobieta umiera na raka krtani. Po jej śmierci bohater zamyka się w domu i godzinami ogląda kasetę wideo z nagraniem ich wspólnej podróży. Ta historia pokazuje, czym jest miłość;. Taka, o jakiej marzy każdy. Niestety ona zdarza się bardzo rzadko w dzisiejszym pędzie do sukcesu gubimy to, co ważne, najpiękniejsze wartości.
Lech Majewski „Metafizyka”



 
Boże narodzenie

Waldek Goszcz- To najważniejsze święta rodzinne.Zawsze spędzam je z moja wielopokoleniowa rodziną w Wolborzu, a do specjałów kuchni mojej babci nic się nie umywa. Przygotowania do Wigilii bardzo trudno nazwać praca. Mężczyźni sprzątają, przygotowują stół, a kobiety dbają o podniebienie. Taka praca nie męczy sprawia wszystkim przyjemność i satysfakcje. Nie wyobrażam sobie, żeby można było w takim dniu postawić na stół jakieś potrawy restauracji czy sklepu.

  
Waldek Goszcz o Mikołaju

Zawsze lubiłem Mikołaja!. Jako dziecko dostawałem wiele fajnych prezentów. Najwspanialszy jednak prezent dostałem kilka lat temu, wtedy urodziła się moja córeczka-Wiktoria!



  
Moja recepta na bezsenność:






Czekolada jest bezkonkurencyjna. Uważam ze nie ma lepszego sposobu na dobry sen niż czekolada. Wiem, że ze względu na dużą zawartość magnezu ma właściwości uspokajające i usypiające. Piję ją na gorąco, albo zjadam dwie trzy kostki gorzkiej

  
Przed wyjazdem:

- Pakuję się szybko. Dbam obsesyjnie, żeby rzeczy zajmowały jak najmniej miejsca, nie były porozrzucane, a każdy zakamarek walizki był wykorzystany. Nazywam to pakowaniem kompaktowym. Nie znaczy to, że w walizce jest to, czego potrzebuję. Pamiętam pewien wypad na Węgry. Byłem przekonany, że będzie ciepło, a tam spadł śnieg. Paradowałem wiec po Budapeszcie w letnich ciuchach.
Dobre rady i opinie Waldka na rózne tematy
Strona w Budowie !!!
Waldemar Goszcz
Nieoficjalna Strona
Waldemara Goszcza
Copyright c 2006 by Dziloo
All Rights reserved
Dziloo@wp.pl
Designed by Dziloo.pl
Strona w Budowie !!!
Strona w Budowie !!!
Strona w Budowie !!!
Strona w Budowie !!!
                  

Waldemar Goszcz jest ulubieńcem żeńskiej części telewidzów i chyba nikomu nie trzeba go przedstawiać. Popularność przyniosła mu rola w serialu "Adam i Ewa". Niedawno nagrał płytę, a już myśli o kolejnym albumie. Kilka miesięcy temu zmienił swój styl życia - pozbył się z domu telewizora i zaczął czytać książki. Znanego aktora i modela spotkaliśmy niedawno na basenie podczas Pływackich Mistrzostw Polski Aktorów, gdzie z powodzeniem walczył o medale.

Mirosław Mikulski: Jest pan zadowolony z wyników?

Waldemar Goszcz: Tak. Co prawda przegrałem z Mateuszem Damięckim, ale nie przygotowywałem się do tych zawodów, a on trenował kiedyś pływanie. Jest w tym najlepszy i trudno z nim konkurować, dlatego też wolałbym zmierzyć się z nim na bieżni. Trenowałem, bowiem lekkoatletykę! Mam jednak nadzieję, że za rok będzie lepiej.

M.M.: Często pan pływa?

W.G.: Staram się, co najmniej raz w tygodniu. Każda przegrana motywuje do dalszej pracy, teraz, więc ze zdwojoną energią wezmę się za siebie. Uwielbiam sport - jeżdżę konno, na nartach, biegam. Bardzo lubię konie, zacząłem na nich jeździć już w wieku trzech lat, nauczył mnie mój dziadek. To bardzo dobry sposób na walkę ze stresem.

M.M.: Skończył się już serial "Adam i Ewa". Czym pan się teraz zajmuje?

W.G.: Nagrałem płytę, jeżdżę po Polsce z koncertami. Piszę też muzykę i zbieram materiały na nowy krążek. Chciałbym, aby był bardziej jazzowy niż poprzedni... Ciągle jestem postrzegany jako model i człowiek z serialu, a to mnie już trochę męczy. Dlatego też chciałbym udowodnić sobie i innym, że mogę też robić coś innego.

M.M.: Kiedy ukaże się nowa płyta?

W.G.: Mam nadzieję, że kiedy poprawi się koniunktura, bo teraz trudno coś zrobić. Sądzę, że może to nastąpić pod koniec roku albo na początku przyszłego. Poprzedni album ukazał się całkiem niedawno i na razie jeszcze go promuję.

M.M.: Co będzie na następnym krążku?

W.G.: Napisałem już trzy własne piosenki, które chciałbym oczywiście nagrać. Wcześniej myślałem, że powinni to robić ludzie, którzy najlepiej się na tym znają, piszą teksty dla innych. Ale teraz uważam, że każdy powinien pisać o sobie, własnych przeżyciach i problemach. Nie ma to jak prawda płynąca z wnętrza człowieka. Chyba to mi się udaje, bo ludzie chcą słuchać moich tekstów.

M.M.: Jak panu idzie pisanie?

W.G.: Bardzo lubię to robić. Kiedyś pisałem trochę do gazet, mam, więc pewne doświadczenie. Nie mam w domu telewizora, dużo, więc czytam. Uważam, że to pudło nie dostarcza nam żadnej intelektualnej rozrywki, bo jeśli "Big Brother" i podobne mu programy są u szczytu popularności to znaczy, że z telewizją jest coraz gorzej. Poziom kultury w mediach jest coraz niższy! Odcinam się!

M.M.: Jak długo nie ma pan telewizora?

W.G.: Już od kilku miesięcy. Czasami jest mi trochę głupio, kiedy znajomi rozmawiają o jakimś ważnym zdarzeniu, a ja niewiele o tym mogę powiedzieć. Czytam za to dużo gazet, wiele rzeczy znam od innej strony. Porównuję "Politykę" z "Wprost" i "Newsweekiem".

M.M.: A książki?

W.G.: Po raz kolejny przeczytałem ostatnio "Ptaśka" Whortona, a także "Przystanek na horyzoncie" Cohello. To dobra literatura, choć może nie Dostojewski. Czytam to, co jest teraz modne. Lubię też poezję, najczęściej młodych polskich poetów. Ostatnio zagłębiłem się w tomik Pieczyńskiego, to strasznie zakręcony autor... Połowy rzeczy nie rozumiem! Lubię, kiedy ktoś bawi się słowem i próbuje znaleźć słowa, które łączą się w rymy. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie książka "Pod Mocnym Aniołem" Jerzego Pilcha. Autor bawi się słowami, wspaniale i dowcipnie opisuje stany swoich bohaterów z zakładu odwykowego. Jest w tym dużo głębi.

M.M.: Skąd te zainteresowania literaturą?

W.G.: To wszystko zaczęło się wtedy, kiedy zrezygnowałem z telewizora i sam siebie skazałem na inny tryb życia, na większy rozwój intelektualny. Ta decyzja daje mi spokój psychiczny. Teraz czytam książki inaczej niż kiedyś. Lektury w szkole czytałem szybko i tylko po to, aby wiedzieć, o co chodzi i znać nazwiska bohaterów.

M.M.: Zobaczymy pana na ekranie?

W.G.: Mam taką nadzieję, ale to nie jest takie proste. Na razie ludzie muszą zapomnieć, że byłem filmowym Adamem. Widzowie ciągle kojarzą mnie z tą rolą, więc wejście w inną historię byłoby niewiarygodne.

M.M.: Miał pan już jakieś propozycje?

W.G.: Nie chodzę na castingi, więc trudno o propozycje. Czasami dostaję jakieś oferty od młodych reżyserów i twórców, ale im się wydaje, że sami wypłyną dzięki mojej popularności. Teraz trudno o pieniądze na film i nawet wielkie nazwiska polskiego kina mają z tym problemy. Nie ukrywam, że nasze ostanie superprodukcje nie były robione na miarę. Autorzy chcieli zrobić wielkie widowiska, ale zapomnieli o ludziach, ich emocjach, przeżyciach, które zostały świetnie pokazane na przykład w "Amelii". Polaków nie stać na robienie hollywoodzkich superpdroducji, powinni dać sobie z tym spokój. Powinniśmy wrócić do kina intelektualnego, zabawy słowem i obrazem, gdyż mamy genialnych operatorów.

M.M.: Nie męczy pana popularność?

W.G.: To jest jak krótki błysk, który zapala się a potem szybko gaśnie. Wtedy szybko trzeba znaleźć sposób na siebie. To nie jest Ameryka, gdzie zarabia się dużo większe pieniądze i po nakręceniu filmu można sobie pozwolić tylko na zabawę. W Polsce twardo stać na ziemi i zarabiać na życie. Może wrócę do pisania artykułów do gazet?

M.M.: Nie boi się pan, że "Adam i Ewa" może być tylko jednorazową przygodą z telewizją?

W.G.: Może tak być, ale z drugiej strony skoro wybrano mnie do tego serialu spośród 50 najlepszych modeli i aktorów, to chyba coś znaczy. Myślę, że mam talent... Trzeba go tylko oszlifować. Będę nad tym pracować.

M.M.: Dziękuję za rozmowę i życzę sukcesów

                                           

Waldek Goszcz od dawna nosił się z zamiarem nagrania solowej płyty, jednak natłok prac związanych z serialem "Adam i Ewa", w którym gra główną rolę, nie pozwolił mu wcześniej zrealizować tego marzenia.
Wreszcie się udało - jego solowy album, zatytułowany po prostu "Waldek Goszcz", już jest na rynku. Krążek zawiera 14 piosenek, wśród których obok dynamicznych utworów znajdują się też romantyczne ballady.
Właśnie o tej płycie, kobietach, serialu "Adam i Ewa", celach życiowych oraz pozytywnych i negatywnych stronach bycia sławnym z Waldkiem Goszczem rozmawia Krzysztof Lisowski.

Krzysztof Lisowski: Jest już na rynku Twoja debiutancka, solowa płyta. Podobno jest to ziszczenie Twoich najskrytszych marzeń?

Waldek Goszcz: Myślę, że jeśli ktoś do czegoś dąży i w końcu udaje mu się dany cel osiągnąć, to zawsze jest to ziszczenie marzeń. Właśnie tak jest w moim przypadku.

K.L.: Jak określasz tę płytę? Jest ona bliższa stylistyce zespołu High-Street, w którym śpiewałeś, czy też jest "Płytą, Waldka Goszcza"?

W.G.: To jest na pewno płyta, Waldka Goszcza! Śpiewając w zespole High-Street też byłem sobą. Zresztą wszyscy członkowie tego zespołu przygotowują teraz solowe projekty. High-Street powstał wskutek kompromisu - wszyscy jego członkowie mieli duży potencjał, który próbują teraz wykorzystywać indywidualnie.

K.L.: Twoja płyta promowana jest przez Pomaton EMI - największą polską kampanię muzyczną. Czeka Cię ogromna promocja!

W.G.: Moja firma rzeczywiście przygotowała bardzo dużą promocję, bo uderzamy przede wszystkim w największe sieci sklepowe. Docieramy bezpośrednio do odbiorcy - podpisuję płyty, daję minirecitale i koncerty.

K.L.: Na płycie jest 14 piosenek. Masz jakieś ulubione? Które wolisz - ballady czy może utwory bardziej rytmiczne?

W.G.: Prawda jest taka, że bardzo trudno zdystansować się do piosenek, które się wykonuje. Na początku bardzo podobała mi się piosenka "Odejdę jak letni deszcz" z muzyką Piotra Remiszewskiego do tekstu Janusza Onufrowicza, który jest autorem większości tekstów także na nowej płycie Ewy Bem. Jednak ogólnie trudno mi powiedzieć, które piosenki lubię najbardziej.

K.L.: Widzę we wszystkich Twoich piosenkach ogromną dozę sentymentalizmu. Czyżby Waldek Goszcz wciąż był ucieleśnieniem słodkiego romantyka?

W.G.: Trudno mi uciekać od wizerunku, który został wykreowany za sprawą serialu "Adam i Ewa". Nie mogę sobie przecież nagle przekłuć nosa albo brodawek i zacząć wykonywać jakiś rockowy czy demoniczny repertuar - byłbym zupełnie niewiarygodny! Myślę, że gdzieś wewnątrz tkwi we mnie dusza romantyka. Ktoś mi niedawno powiedział, że mój wygląd zupełnie nie współgra z rodzajem muzyki, jaką wykonuję. Podobno jestem wielkim, postawnym mężczyzną, a muzyka, którą śpiewam, jest zbyt delikatna. Nie zgadzam się z tym!

K.L.: A nie boisz się, że właśnie za sprawą tego romantyzmu po Twoją płytę sięgać będą tylko nastolatki, a nie bardziej dojrzała publiczność?

W.G.: Jeżeli młody facet nagrywa płytę, to można się spodziewać, kto będzie jej odbiorcą. Nie mogę oczekiwać, że będą kupowali ją ludzie pracujący na wysokich stanowiskach...

K.L.: Widziałem Cię kilka miesięcy temu w Sopocie - otoczony byłeś tłumem rozhisteryzowanych dziewczyn. Wspaniałe uczucie, prawda?

W.G.: W takich sytuacjach czuję się dowartościowany. To jest dowód ogromnej akceptacji - myślę, że każdy artysta jej potrzebuje. A jeżeli objawia się ona właśnie w taki sposób - lepiej być już nie może.

K.L.: Największą popularność oraz akceptację widzów zyskałeś za sprawą serialu "Adam i Ewa". Będą nowe odcinki?

W.G.: Kilka tygodni temu zakończyliśmy realizację ostatniej serii i na razie nowych odcinków raczej nie będzie. Ale nie ukrywam, że coraz więcej osób mnie pyta, czy będzie kontynuacja... Doszły mnie słuchy, że telewizja Polsat rozważa możliwość wznowienia serialu - "Adam i Ewa" miał bardzo wysoką oglądalność. Zobaczymy, co przyniesie życie.

K.L.: Jak Ci się pracowało z Kasią Chrzanowską - serialową Ewą - kobietą bądź, co bądź od Ciebie starszą?

W.G.: Prywatnie nie neguję bycia z kobietą starszą od siebie - znam takie przypadki, wielu moich kolegów żyje właśnie w takim układzie. Ja wolę jednak bardziej "normalną" drogę - myślę, że kobieta powinna być młodsza od mężczyzny. Ale w końcu miłość dopada nas czasami w momencie, w którym byśmy się tego najmniej spodziewali - odchodzi też często w takiej chwili. Natomiast odpowiadając na pytanie muszę stwierdzić, że "Adam i Ewa" to nie jest film science fiction - taki związki zdarzają się bardzo często w rzeczywistości. Poza tym lubię Kaśkę jako człowieka i nasza współpraca przebiegała idealnie.

K.L.: Powiedziałeś, że w związkach damsko-męskich jesteś tradycjonalistą - czyżbyś, więc miał już znacznie od siebie młodszą partnerkę? Niedawno widziałem Cię na zdjęciu z tajemniczą blondynką...

W.G.: Akurat ta - jak to określiłeś - tajemnicza blondynka to moja przyjaciółka z Trójmiasta. Trudno utrzymywać bliższe kontakty przy tak dużej odległości. Poza tym ona studiuje prawo, ma mnóstwo dodatkowych zajęć, ja w Warszawie mam także dużo pracy.

K.L.: Jesteś w tej chwili bardziej aktorem czy piosenkarzem?

W.G.: Trudno powiedzieć, kim jestem naprawdę. Niedawno zacząłem prowadzić własny program telewizyjny ("Klub Polsatu" - przyp. red. K.L). Ludzi mojego pokroju nie powinno się szufladkować. Śpiewam, gdy trzeba śpiewać; gram, gdy trzeba grać; prowadzę imprezę, gdy trzeba ją prowadzić. To wszystko!

K.L.: Masz już kolejne plany zawodowe na przyszłość?

W.G.: Może nagram następną płytę, może poprowadzę jakiś nowy program telewizyjny - być może teleturniej. Natomiast w serialu pojawię się tylko wtedy, jeśli otrzymam propozycję zagrania zupełnie innego faceta niż Adam - może tym razem trochę twardszego. W "Adamie i Ewie" bolało mnie jednak trochę to, że Adam był taki "miękki".

K.L.: Czyli prywatnie jesteś twardzielem?

W.G.: Nie, ja tego nie powiedziałem. Chodzi o wyzwanie, o to, żeby się zmierzyć z nową rolą.

K.L.: Więc jaki jesteś prywatnie?

W.G.: Facet jest facetem i nie musi nikomu tego udowadniać - i to jest moja odpowiedź na to pytanie.

K.L.: Dziękuję Ci za rozmowę!

W.G.: Ja także
.
Waldek Goszcz-Odkrywam samego siebie
Facet jest facetem!
Download
Wywiad Radiowy
.mp3
Waldek i Wspomnienia Młodzieńczych Miłości
Rolnicze Centrum Kształcenia Ustawicznego
w Wolborzu
Tablica rekordów uczniów w sporcie 1993 r.
                        WOLBÓRZ
RODZINNE MIASTECZKO WALDKA GOSZCZA
Boże Ciało 2010
Rocznica 600 lecia- Grunwald
Autor: L.Z
Autor: L.Z